Najnowsze Wpisy

cycykczyjsk Komentarze (0)
08. marca 2009 18:09:00
linkologia.pl spis.pl

Wacek na biologi...

Pewnego dnia na lekcji biologi omawialiśmy budowę szkieletu człowieka. Muszę przyznać, że nie najlepiej się uczę, ale bardzo zafascynowało mnie ciało człowieka. Szkielet był nowy, więc postanowiliśmy nadać mu imię. Padało dużo propozycji : Wiesiu, Czesław, Zdzichu... jednak żadne z tych imion nie podobało się nauczycielowi. W pewnym momencie wpadłam na genialny pomysł, aby szkielet nazwać "Wacek". Od dzisiaj nasz genialny Wacław świetnie prezentuje się każdej klasie.

Trzy siostry... cz. 1

Salon w apartamencie Marcina wprost tonął w kwiatach. Na wszystkich meblach stały wazony pełne białych róż. Smukłe pąki dopiero zaczynały się rozchylać, ale i tak całe pomieszczenie wypełniał delikatny, świeży zapach. Przyjemna woń róż doskonale harmonizowała z aromatem białych śiec ustawionych w wysokich, srebrnych kandelabrach. Pod oknem czekał już zastawiony stół, w kubełku chłodził się szampan. Łagodne światło świeć snuło się miękką smugą, owijało sprzęty i oplątywało je delikatną poświatą. Jego promienie przeglądały się w wysokich kieliszkach z kruchego kryształu.

Natalia stanęła w progu i zachwycona wpatrywała się w wystrój salonu jak w cudowny obraz, wyczarowany specjalnie dla niej ręką nieznanego mistrza. Z rozkoszą wciągała zapach, który powoli zaczął ją odurzać. Dopiero kiedy Marcin delikatnie dotknął jej ramienia, spojrzała na niego promiennie i przestąpiła próg.
- Masz tu jakieś krasnoludki na usługach? - zapytała.
- Nie, za to mam sprawną obsługę hotelową. Zadzwoniłem do nich, zanim wyszliśmy z teatru, a oni zdążyli wszystko przygotować.
- Sprawiłeś sobie tyle zachodu...
- Skądże znowu! Nie wiesz, Ze pisarz zawodowo zajmuje się wymyślaniem różnych scen? Naszą pierwszą noc wyobraziłem sobie w takiej właśnie oprawie. - Pochylił się i pocałował wnętrze jej dłoni. - Zrobiłem to dla nas obojga, Natalio. Ale niestety, znowu zamówiłem jedzenie bez pytania o twoje zdanie.
- Tym razem będę wspaniałomyślna i wybaczę ci ten grzech. Ale już naprawdę ostatni raz. - Posłała mu spojrzenie urażonej gwiazdy. - A czy chociaż dowiem się, co będziemy jedli?
- Zamówiłem tylko zimne przekąski, więc nie ma zmartwienia, że coś nam wystygnie. Oczywiście możemy od razu usiąść do stołu. Chyba, że masz przedtem ochotę na szampana?
- Brzmi zachęcająco.
- Cieszę się. Bardzo chciałbym, żeby dzisiaj wszystko było idealne. - Podszedł do stołu i zanim sięgnął po wilgotną butelkę, wyjął z wazonu jedną różę i podał ją Natalii. - Nie mówiłem ci o tym, ale kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy na ostrym dyżurze w szpitalu, skojarzyłaś mi się z baletową tancerką.
- Naprawdę? Chyba dlatego, że tancerze muszą pracować na swój sukces równie ciężko, jak lekarze - roześmiała się, bo niespodziewanie wyobraziła sobie swojego szefa w stroju baletnicy.
- No właśnie. Ludziom się wydaje, że tancerka to takie delikatne stworzenie. Tymczasem najlepsze z nich mają ciała i charaktery wykute ze stali. Jeśli chcą do czegoś dojść, muszą być silne, zdeterminowane i całym sercem zaangażowane w pracę.
- Zupełnie jak chirurdzy.
- właśnie. Ale kiedy na ciebie patrzę, przychodzi mi na myśl jeszcze jedno skojarzenie.
- Jakie?
- Czasem myślę o tobie jak o księżniczce z bajki.
- No proszę. Dopiero teraz naprawdę mnie zaskoczyłeś. Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że ktoś może pomyśleć o mnie w taki sposób.
- A wiesz dlaczego?
- Nie mam pojęcia.
- Księżniczki z bajki są zwykle piękne, mądre i dzielne - wyliczał, podchodząc do niej z kieliszkami napełnionymi szampanami. - Ale zawsze przy tym czekają, aż ktoś je obudzi albo uratuje. I zwykle nie brak chętnych, którzy nie marzą o niczym innym, jak tylko o tym, żeby je uratować. Proszę - podał jej szampana - za twoje zdrowie, księżniczko!
- Nie jestem żadną księżniczką i nie rozumiem od czego miałbyś mnie ratować.
- Od czego? Od rzeczywistości! Choćby ten jeden raz. Na tę jedną noc. - Delikatnie trącił brzeg jej kieliszka - Wznieśmy toast za bajki i za szczęśliwe zakończenia!
- Niech tak będzie. Za bajki, szczęśliwe zakończenia i zaklęte księżniczki! - Upiła mały łyk szampana i przez moment rozkoszowała się jego wybornym smakiem. Tak naprawdę, to nie trzeba mnie ratować ani uwalniać od rzeczywistości - powiedział. - I nie musisz mnie uwodzić ani specjalnie zachęcać. Jestem tutaj, bo tego chciałam. I nadal chcę. Bardzo chcę...
- Natalio, nawet nie wiesz, jaką przyjemność sprawia mi uwodzenie księżniczek. Więc nie odbieraj mi tej przyjemności.

Przytulił ją lekko i pocałował w policzek. Czuł, że jest rozluźniona i zrelaksowana. Szkoda, pomyślał przelotnie. Tak bardzo chciał zobaczyć w tych pięknych lawendowych oczach choćby cień emocji, lęku przed tym, co ma się stać, ale i pragnienia, żeby się stało.Marzył o tym, żeby przebić się przez pokłady rozsądku i chłodnej rezerwy, pod którymi, to wiedział na pewno, Natalia ukrywa swoją wrażliwą i romantyczną naturę. Chciał obudzić jej zmysły, ogrzać je i wypieścić tak, bu już nigdy nie mogła ich zamknąć w sztywnej skorupie rozsądku. Obiecał sobie, że jeśli mu się uda, jeśli odnajdzie prawdziwą Natalie, to odda jej wszystko, co w nim najlepsze i najbardziej wartościowe.

Sięgnął do małej miseczki, w której pyszniły się spaniałe, olbrzymie truskawki. Wziął największą z nich, umoczył w płynnej białej czekoladzie i podsunął Natalii do ust.
- Spróbuj...

Posłusznie rozchyliła wargi i ugryzła mały kawałek owocu. Smakował doskonale. Miała wrażenie, że nigdy dotąd nie próbowała niczego równie dobrego.
- Mmm... wspaniałe.
- Więc jedz.

Podał jej następny owoc, a potem następny. Jadła je małymi kęsami, a on całował ją pomiędzy każdym z nich. Wtedy poczuła, że powoli ogarnia ją zdenerwowanie.
- Powiedz tylko, czego pragniesz. Powiedz, o czym marzysz. Kiedy mogę cię dotknąć... co lubisz... - szeptał Marcin pomiędzy pocałunkami, które stawały się coraz bardziej namiętne i zachłanne. wreszcie ujął w dłonie jej twarz i popatrzył prosto w oczy. - Powiedz, kiedy będziesz gotowa...
- Nie musisz tak się o mnie troszczyć, nie jestem z porcelany...

Natalia chciała mówić składnie i przytomnie, ale drżenie głosu zdradzało silne emocje. Wiedziała, że stawia pierwsz kroki na ścieżce wiodącej do całkiem nowej krainy. Wybrała Marcina na przewodnika po tym niezbadanym lądzie, gdzie królowały zmysły i miłość, jakiej dotąd nie znała. Bardzo chciała pójść za nim, ale trochę obawiała się, bo w końcu każdy lęka się wyprawy w nieznane.
- Wiem, że nie jesteś z porcelany - powiedział. - Nie jesteś krucha, ale jesteś jak drogocenny skarb, o który trzeba dbać.

Jego słowa dolatywały jakby z bardzo daleka. Miała zamknięte oczy, więc jedynie poczuła, że wyjął z jej ręki kieliszek. Chciała wiedzieć, co się dzieje, ale nie mogła zdobyć się na otwarcie oczu.

Kiedy wziął ją na ręce, jej serce zamarło na moment, a potem zaczęło bić mocno i szybko. Rozbudzona wyobraźnia podsunęła jej naiwny obrazek, który często widywała w dziecięcych marzeniach: oto w samym środku letniego dnia, w sercu zielonej puszczy, tajemniczy rycerz chwyta ją w ramiona i sadza obok siebie na białym rumaku. Zdumiała się, że po tylu latach jeszcze o tym pamięta, ale też ucieszyła, że tak nagle odnalazła ten zapomniany świat dziewczęcych fantazji. Chcąc podziękować mu za to. pocałowała Marcina bardzo mocno i namiętnie.
- Jesteś czarodziejem...
- Chcę nim być. Specjalnie dla ciebie. Otwórz oczy i zobacz co wyczarowałem.
W półmroku sypialni dostrzegła ogromne łoże usłane płatkami białych róż, które leżały na ciemnej pościeli niczym olbrzymie płatki śniegu.
- Chodź, Natalia - szepnął - zabieram cię w podróż tam, gdzie nie ma czasu, przeszłości ani przyszłości. Jest jedynie "tu i teraz". I nie ma innych istot poza tobą i mną. Jesteś pewna, że chcesz tam pójść?

Była pewna. Wiedziała to ponad wszelką wątpliwość. Gdyby chciał, poszłaby za nim nawet na koniec świata. Tego świata, który wyczarował specjalnie dla niej, bo poza nim żaden inny się w tej chwili nie liczył.

Uniosła ręce i objęła mocno Marcina. Każdym nerwem czuła jego pocałunki, poddawała się im z radością. Chwilami miała wrażenie, że za chwilę uniesie się do góry i z lotu ptaka spojrzy na tę niewiarygodną scenę z łożem całym w płatkach róż. Ich zapach uderzył jej do głowy mocniej niż wino, sprawiał, że myśli plątały się, aż w końcu połączyły się w jedno jątrzące pragnienie.
Dotknij mnie, dotknij...
Marcin chyba czytał w jej myślach, bo dokładnie w tym samym momencie poczuła, jak jego dłonie rozpoczynają wędrówkę po osłoniętych aksamitem krągłych liniach jej ciała.
Jeszcze! Chcę jeszcze!
Teraz gorące usta przesunęły się po szyi i dotarły do miejsca, w którym kończył się dekolt. Lekko drżące dłonie przez moment siłowały się z upartym zamkiem, ale ostatecznie wygrały i zaczęły rozsuwać go centymetr po centymetrze.

Oboje czekali na ten moment. Natalia tęskniła za jego dotykiem, Marcin chciał wreszcie poczuć pod palcami jej ciało. Ostrożnie wsunął dłonie pod rozgrzany aksamit ciemno różowej sukni, ale zamiast gładkiej skóry wyczuł miękki jedwab. Pożądanie ogarnęło go nagle jak szumiąca, zielona morska fala, lecz wciąż jeszcze potrafił nad nim panować. Miał czas, całą otchłań czasu, więc mógł poznawać ciało Natalii powoli, odkrywać je jak fragmenty misternej, drogocennej mozaiki.

Obrósił ją wolno i przez moment wodził ustami po cudownej linii karku, potem po łagodnej przychylności ramion. Kiedy uniosła rękę i objęła go za szyję, ledwie zdołał powstrzymać gwałtowny dreszcz. Jego dłonie pozostały jednaj spokojne, usta delikatne i czułe. Chęć, aby dać jej jak najwięcej, była silniejsza niż nienasycenie, które odczuwał od tylu tygodni.

Kiedy zagarnął dłońmi jej ciepłe piersi, westchnęła głęboko, jakby przez sen. Naprężyła mocno całe swe drobne ciało i przylgnęła do Marcina plecami, on zaś leniwym ruchem zsunął suknię z jej ramion i pozwolił, aby z cichym szelestem opadła na puszysty dywan. Uśmiechnął się z zachwytem. Schował twarz we włosach Natali i głęboko wciągnął do płuc świeży zapach. Próbował wyobrazić sobie, jak wygląda naga, dlatego wciąż zwlekał z otwarciem oczu.
- Nie... - westchnął poruszony, gdy zamiast nagości ujrzał mikroskopijną koszulkę z różowego jedwabiu, która okrywała Natalię niczym poranny obłok. Zaskoczony widokiem, który był ucieleśnieniem jego męskich fantazji, zacisnął dłonie na jej ramionach i odwrócił ją twarzą do siebie.

Błysk pożądania, który wyraźnie zobaczyła w jego oczach, sprawił, że zakręciło jej się w głowie. Nigdy dotąd żaden mężczyzna nie patrzył na nią w ten sposób. Wprost czuła na skórze palące ślady, które zostawiało jego namiętne spojrzenie.
- Chciałam sprawić ci niespodziankę - wyszeptał, spuszczając wzrok. Gdy z powrotem podniosła ku niemu oczy, instynkt nakazał jej cofnąć się o krok. Marcin patrzył na nią zachłannie, że w tym spojrzeniu odbijała się jakaś pierwotna, dzika siła, z którą nie umiałaby walczyć.

Marcin również nie był w stanie zdusić w sobie siły pożądania. Wolno wyciągnął dłonie i samymi tylko czubkami palców dotknął siepłego jedwabiu na jej piersiach.
- Oszaleje przez ciebie - szepnął.
Jego głoś był tak cichy, że ledwo go usłyszała. Krew pulsowała jej w skroniach, tętniła jej w żyłach, oblewała przyjemnym ciepłem. Czy to możliwe, pytała siebie Natalia, żeby człowiek o tak dzikim spojrzeniu potrafił dotykać tak lekko, subtelnie, zmysłowo?

Nie miała czasu, żeby dłużej się nad tym zastanawiać. Instynkt podpowiedział jej, że powinna go przynaglić. Szybkim i zadziwiająco wprawnym ruchem rozwiązała mu krawat, ale drżące palce nie umiały sobie poradzić z guzikami koszuli.
- Chcę cię zobaczyć - powiedziała spokojnie, choć wiedziała, że zdradzają ją nie spokojne ruchy rąk.

Marcin odetchnął z ulgą. Miał to, czego w niej szukał. Namiętność potrafiła odebrać pewność dłoniom, które każdego dnia ratowały ludzkie życie. Te same wprawne ręce, które umiały perfekcyjnie wykonać cięcie skalpelem, teraz drżały i nerwowo szarpały materiał jego koszuli. Lawendowe oczy Natalii pociemniały, ale i tak widział w nich przelotny cień strachu.
- Spójrz na mnie - poprosił - Chcę, żebyś patrzyła na mnie przez cały czas. Chcę widzieć, co mówią twoje oczy, kiedy cię dotykam.

Natalia spełniła jego prośbę. Popatrzyła na niego wyzywającym wzrokiem i lekkim ruchem zsunęła cieniutkie ramiączka koszulki. Delikatny obłok poszybował gdzieś w bok i stała teraz przed nim, okryta jedynie skąpą bielizną. Kiedy dotknął białej skóry błyskającej ponad brzegiem pończochy, wstrzymała oddech. On zaś powoli odpinał koronkowe paski i rozkoszował się widokiem dreszczy, które przebiegały przez nią, lekkie, lecz wyraźnie wyczuwalne.
- Drżysz... To dobrze. Chcę, żebyś drżała.
Lekko pchnął ją na łóżko, które powitało ją przyjemnym chłodem jedwabnej pościeli. Położył się obok niej, przyciągnął do siebie i pocałował z pasją, jakiej dotąd nie znała. Ten pocałunek obudził w niej pragnienie równie silne, jak lęk. Kiedy zaś cała była już tym pragnieniem, pocałunek niespodziewanie zelżał. Poczuła się nagle całkiem zagubiona. Nie rozumiała własnych uczuć, jej ciało wymknęło się spod kontroli i gwałtownie domagało się miłości.

Całe szczęście nie pozwolił jej zbyt długo odczuwać tego głodu. Wilgotne, twarde usta popłynęły w dół, a dłonie w górę jej naprężonego ciała. Przyjemność, która ją wypełniła, była taka olbrzymia, że aż bolesna.

Pod plecami czuła soczyste płatki róż, mocno zaciśnięte powieki nie przypuszczały ani jednego promienia rozproszonego światła wonnych świec. Zmysłowy szept wolno sączył się jej do uszu, powtarzając słowa miłości i obietnicy. Ochrypły, lecz czuły głos otulał ją, czarował. hipnotyzował. Ciepłe dłonie nie przestawały kreślić na jej skórze tajemniczych wzorów, delikatnie badając każdą wypukłość i każde wgłębienie. Chwilami miała ochotę krzyczeć, ale głos nie chciał przejść przez zaciśnięte gardło.

Oboje wiedzieli, że są już blisko chwili, do której od początku zbliżali się nieuchronnie. Krąg zacieśniał się coraz mocniej, oddechy stawały się cięższe,ciała dopasowywały do siebie swój rytm. Naga skóra stawała się coraz bardziej rozgrzana i wilgotna, najmniejszy dotyk, najdelikatniejsze muśnięcie warg wywoływało dreszcz, który przenikał ich, jakby już stali się jednością. Cała niedawna nerwowość rozpłynęła się gdzieś i zniknęła bezpowrotnie. Natalia czuła, że stapia się z nim, jednoczy nie tylko ciałem, ale i duszą, która wreszcie odnalazła swoja drugą połowę. Płynęli więc, niesieni tą samą falą, zanurzali się w rozkoszy, która była jak jedwab, miękka, chłodna i kusząca.

Momentami wydawało jej się, że unosi się i wiruje wraz z nim, zupełnie jakby ich ciała były lekkie niczym puch. Jej ruchy stawały się coraz bardziej senne, leniwe, powolne, westchnienia coraz cichsze. Pragnęła, żeby to on był cierpliwy i powolny, pieścił ją, póki jej ciało nie wygięło się pod nim w sprężysty łuk, dotykał, póki westchnienia nie przeszły w cichy jęk. Niecierpliwie chwytała jego dłonie gwałtownie prosiła i jeszcze. Jednak dopiero kiedy Marcin dostrzegł jej rozwarte szeroko źrenice, w których odbijało się najwyższe zdumienie, pragnienie i szok, spełnił jej nieme życzenie i wszedł w nią łagodnie, lecz pewnie, tak że nie poczuła najmniejszego bólu.

Gorący dreszcz powędrował od jej stóp prosto do głowy i wybuchł tam fontanną migających świateł. Rozkosz, którą czuła, była tak gwałtowna, że prawie nie mogła jej znieść.
- Marcin - jęknęła, lecz głos, który się z niej dobył, zupełnie nie przypominał jej własnego głosu.
Wczepiona w niego palcami, zaczęła falować zgodnie z ruchem jego bioder. To, co odczuwała, przypominało trochę przyjemność, jaką daje zmysłowy taniec. Ruchy partnera rozpalają krew, ośmielają, zachęcają do tego, żeby całkiem zatracić się w obłędnym rytmie. I Natalia zatraciła się w nim, pozwoliła się mu ponieść, porwać, rzucić w otchłań najwyższej rozkoszy. A potem wznosiła się i spadała, długo, bez końca.

Nie wiedziała, ile trwał ten wspólny lot. Oprzytomniała, kiedy poczuła, że język Marcina delikatnie rozchyla jej wargi. Próbowała poruszyć palcami, ale były zupełne sztywne. Całkiem jak po długiej operacji, pomyślała sennie. Dopiero po chwili zorientowała się, że to ich dłonie są splecione ze sobą mocno aż do bólu.

Marcin przytulił twarz do jej szyi i słuchał, jak w rozedrganym ciele Natalii huczy kipiąca krew. Przez te wszystkie szumy i ciche westchnienia jej ciało mówiło do niego, jakby chciało powierzyć mu wszystkie swoje tajemnice. Zrozumiał, że to, co przeżył przed chwilą, jest czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym. Czuł się tak, jakby przeżył nagle jakieś objawianie. Oto pierwszy raz zjednoczył się całkowicie z ciałem kobiety i przez to był tak samo czysty, jak ona, która nie doświadczyła takiej bliskości nigdy wcześniej. Pomyślał, że powinien jakoś nazwać to, co czuje, więc zaczął szukać w pamięci właściwego słowa.
Ekstaza?
rutytyt : :

Archiwum

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
2324252627281
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
303112345

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

zuzka | drachena | kaaka | gothcat | aza | Mailing